Nie wiem, czy ta jesień magię rozsiewa, czy my ją niespodzianie wyraźniej dostrzegać zaczęliśmy?...
Czy to tylko te słowa niewypowiedzianie i zmęczenie skrzętnie ukryte, nielicytowane zmieniły aż tak wiele?
Tydzień przestał się nagle składać z weekendu i reszty czekaniem wypełnionej. Męża jakbym jeszcze pełniej odzyskała i sił nabraliśmy do radości z tego, co prozą pisane.
... a w sobotę jesteśmy umówieni... Na randkę... Sami.
czwartek, 11 października 2007
Od wczoraj...
... moje piece huczą! Huczą, mruczą, syczą i ciepło ogromne kaflami oddają... I mimo, że nie węgiel w nich a grzałki elektryczne, to pokoje napełniły się zapachem wypalanej gliny. Jednym słowem, magicznie zaczyna się robić w powietrzu. Tą magią chłodu za oknem, a ciepła ogromnego w domu, zapachem miłym, choć specyficznym jednocześnie. Koty układają się przy piecach i tulą całymi ciałkami, dwulatek rączkami gładzi kafle, a ja najchętniej bym fotel do jednego z pieców przysunęła i przezimowała w nim...
Huczą również emocje. I myśli też huczą... A o czym?... no to już hm... sekret...!
Huczą również emocje. I myśli też huczą... A o czym?... no to już hm... sekret...!
środa, 10 października 2007
perfekcyjna pani domu
Wczoraj sen jakoś mnie nawiedzić nie chciał i wreszcie w akcie desperacji włączyłam telewizor. No w nocy do oglądania jest niewiele... Wybrałam więc program na kanale kobiecym. A tam "Perfekcyjna pani domu". Pani domu zadbana i elegancka, a dom, to po prostu dooooom. A w domu sterylnie czysto i blask bijący z każdego milimetra kwadratowego.
Owa pani idealna miała nauczyć sześć młodych dziewczyn, jak należy utrzymywać porządek w domu. Sytuacja niby śmieszna, ale okazało się, że nie do końca... Panny mieszkały w dwóch domach, po trzy w każdym. Były w tym samym wieku, uczyły się i pracowały jako kelnerki. Dziewczyny tak na oko lat 23. W miarę ładne. W miarę zadbane. Zblazowane. Wymalowane, wystrojone, z toną biżuterii. No takie przeciętne studentki... Ale ich domy dalekie od przeciętności były. Sypialnie przypominały wysypisko śmieci, na którym bielizna osobista miesza się z książkami, ubraniami, płytami, gazetami, butami, ręcznikami, niedopałkami, opakowaniami i mnóstwem innych rzeczy na podłodze oraz łóżku, którego tak naprawdę nie było widać. Sterty niemytych naczyń, opakowań, butelek, skapujący z szafek i stołów brud to jedynie wstęp do scen tak drastycznych jak chociażby stadnie pełzające larwy po workach ze śmieciami.
No obrzydzenie brało po prostu!
Wiem, że to przypadek skrajnie przerysowany. Jednak przypadków nieco łagodniejszych nie brakuje. Podczas studiów widziałam sama pokoje wyglądające mniej więcej tak. Wiem z relacji znajomych, że nadal takie istnieją. Czy jest to zatem kolejny szpan, próba odreagowania nakazów matek, czy zwykłe niechlujstwo? A może czystość staje się wymysłem, manią, przeżytkiem?
Nie wyobrażam sobie wyciągnąć spod sterty brudnych, pogniecionych rzeczy na przykład majtek i założenia ich. Nie wyobrażam sobie również zaproszenia kogoś do takiego domu. Nie mogę zrozumieć, jakim sposobem taka dziewczyna może być kobiecą i schludną... A na domiar tego pracować jako kelnerka.
A może to ja jestem już po prostu po tej gderliwej stronie barykady...?
Owa pani idealna miała nauczyć sześć młodych dziewczyn, jak należy utrzymywać porządek w domu. Sytuacja niby śmieszna, ale okazało się, że nie do końca... Panny mieszkały w dwóch domach, po trzy w każdym. Były w tym samym wieku, uczyły się i pracowały jako kelnerki. Dziewczyny tak na oko lat 23. W miarę ładne. W miarę zadbane. Zblazowane. Wymalowane, wystrojone, z toną biżuterii. No takie przeciętne studentki... Ale ich domy dalekie od przeciętności były. Sypialnie przypominały wysypisko śmieci, na którym bielizna osobista miesza się z książkami, ubraniami, płytami, gazetami, butami, ręcznikami, niedopałkami, opakowaniami i mnóstwem innych rzeczy na podłodze oraz łóżku, którego tak naprawdę nie było widać. Sterty niemytych naczyń, opakowań, butelek, skapujący z szafek i stołów brud to jedynie wstęp do scen tak drastycznych jak chociażby stadnie pełzające larwy po workach ze śmieciami.
No obrzydzenie brało po prostu!
Wiem, że to przypadek skrajnie przerysowany. Jednak przypadków nieco łagodniejszych nie brakuje. Podczas studiów widziałam sama pokoje wyglądające mniej więcej tak. Wiem z relacji znajomych, że nadal takie istnieją. Czy jest to zatem kolejny szpan, próba odreagowania nakazów matek, czy zwykłe niechlujstwo? A może czystość staje się wymysłem, manią, przeżytkiem?
Nie wyobrażam sobie wyciągnąć spod sterty brudnych, pogniecionych rzeczy na przykład majtek i założenia ich. Nie wyobrażam sobie również zaproszenia kogoś do takiego domu. Nie mogę zrozumieć, jakim sposobem taka dziewczyna może być kobiecą i schludną... A na domiar tego pracować jako kelnerka.
A może to ja jestem już po prostu po tej gderliwej stronie barykady...?
!...
Ten tydzień upłynie najprawdopodobniej pod znakiem emocji ogromnych. Zupełnie jakby ktoś powietrze w naszym domu czymś magicznym napełnił. Aż iskrzy!...
wtorek, 9 października 2007
poniedziałek
Poniedziałek jaki jest, każdy wie. Zazwyczaj zbyt długi, trochę senny i taki jakby za karę... A mój poniedziałek był niespodziewanie miły nad wyraz! Załatwiłam wszystkie sprawy, których ponoć z poniedziałku się nie da, albo lepiej nie brać się za nie, bo zapeszę. W dodatku zadzwoniła organoleptyczna i do tego z wiadomością... No nie... co prawda jeszcze nie była to wiadomość o dzidzi, ale miła równie bardzo. A wieczorem mężuś wrócił z prezentem i chilijskim Cabernet Sauvignon.
Hm... lubię poniedziałki...
Hm... lubię poniedziałki...
poniedziałek, 8 października 2007
Herman Melville
Jesiennie i za oknem i w duszy... Mimo serca poruszeń i emocji wielu, tych dobrych emocji. Jesienie tak i pusto. I porządnie... Wszystko ułożone i świat wyważony od nowa, na nową orbitę myśli wepchnięty.
Zapadam się w fotel ulubiony i w sposób jesienny lekturze oddaję. I aż cieplutko na sercu, że motto w miesięczniku ulubionym z Melville'a, zupełnie jakby dla mnie specjalnie, zaczerpnięte:
"Nie możemy żyć wyłącznie dla siebie. Tysiąc nici łączy nas z innymi ludźmi. I wzdłuż tych nici biegną nasze działania, których skutki tą samą drogą do nas wracają."
Zapadam się w fotel ulubiony i w sposób jesienny lekturze oddaję. I aż cieplutko na sercu, że motto w miesięczniku ulubionym z Melville'a, zupełnie jakby dla mnie specjalnie, zaczerpnięte:
"Nie możemy żyć wyłącznie dla siebie. Tysiąc nici łączy nas z innymi ludźmi. I wzdłuż tych nici biegną nasze działania, których skutki tą samą drogą do nas wracają."
niedziela, 7 października 2007
z niczego coś...?
Jak zrobić coś z niczego? I to najlepiej, gdyby wziąć po prostu jakieś nic i żeby z tego powstało wielkie coś...? Bez wysiłku rzecz jasna! Tak... wysiłek to tu absolutnie niewskazany...
Głowię się nad tym i głowię, i nijak mi się myśl żadna nie pojawia...
A dlaczego się głowię? Ano... dziewczę dzisiaj do mnie przyszło. Dziewczę wielce sympatyczne. Dziewczę z klasy maturalnej. Przyszło i o pomoc w nauce poprosiło... I to o pomoc taką to, że ja ją do matury przygotować dobrze mam.
No ba! Normalnie to się da! A i owszem! Da się bez problemu! Ale dziewczę owe sympatyczne nic do tej pory nie przeczytało... No nawet nie wie, jakie lektury i jakie epoki są... A poza tym, to... no jakby to powiedzieć... no chęci to ona ma. Ma i wiarę w przyszłość optymistyczną. No i mamę dziewczę też ma. A mama również optymistą wielką jest...
I teraz siedzę i myślę i... no ja chyba brakiem optymizmu grzeszę strasznie... Myślę i myślę i widzi mi się, że jednak bez czytelniczego wysiłku dziewczęcia to na mój gust rady nie damy...
Głowię się nad tym i głowię, i nijak mi się myśl żadna nie pojawia...
A dlaczego się głowię? Ano... dziewczę dzisiaj do mnie przyszło. Dziewczę wielce sympatyczne. Dziewczę z klasy maturalnej. Przyszło i o pomoc w nauce poprosiło... I to o pomoc taką to, że ja ją do matury przygotować dobrze mam.
No ba! Normalnie to się da! A i owszem! Da się bez problemu! Ale dziewczę owe sympatyczne nic do tej pory nie przeczytało... No nawet nie wie, jakie lektury i jakie epoki są... A poza tym, to... no jakby to powiedzieć... no chęci to ona ma. Ma i wiarę w przyszłość optymistyczną. No i mamę dziewczę też ma. A mama również optymistą wielką jest...
I teraz siedzę i myślę i... no ja chyba brakiem optymizmu grzeszę strasznie... Myślę i myślę i widzi mi się, że jednak bez czytelniczego wysiłku dziewczęcia to na mój gust rady nie damy...
sobota, 6 października 2007
nie dam się...
"Synku nawet nie próbuj pisać markerem po ścianie!!!! Bo sobie ubranko pobrudzisz..."
No tak... Czyli mężuś w domu i jego pomysły dwulatka poskramiające ;)
Jak pobrudzą - odmalują...
Ja odpoczywam. Odpoczywam i markerem mnie nie ruszą...
No tak... Czyli mężuś w domu i jego pomysły dwulatka poskramiające ;)
Jak pobrudzą - odmalują...
Ja odpoczywam. Odpoczywam i markerem mnie nie ruszą...
piątek, 5 października 2007
Twoje ramiona (28.08.2007 r.)
Twoje ramiona,
co świat przede mną otwarły,
zaciskają się wokół
i myśleć nie dają.
Twoje ramiona,
co lęk w zarodku tłumią
są blisko
- wystarczy zawołać...
co świat przede mną otwarły,
zaciskają się wokół
i myśleć nie dają.
Twoje ramiona,
co lęk w zarodku tłumią
są blisko
- wystarczy zawołać...
kobieta szalona...
Pani się dzisiaj wystroiła w czarny kostium. Hm... pani czarne pończochy i buty na wysoookim obcasie włożyła. Pani dopełniła stroju szalem wielobarwnym, który makijaż podkreślił staranny wielce i uniósł fryzurę misterną. Pani dwulatka z dziadkiem - pradziadkiem zostawiła i poszła...
Pani poszła sama, bo pani potrzebowała panicznie się samej przejść i panią się poczuć...
Dwulatek na tym bynajmniej nie stracił, a zyskał ogromnie, bo z dziadkiem - pradziadkiem obcować uwielbia. Pani też skorzystała wielce, bo wreszcie się dobrze poczuła, a od dni kilku we własnej skórze pani odnaleźć się nie mogła.
Pani szła ulicą i widziała, że gapią się na nią wszyscy. Więc pani się coraz lepiej czuła...
No deszcz wprawdzie pokrapywał, a pani bez parasola - a co!! niczym kobieta szalona i niczym nieprzejęta!
Pani widziała spojrzenia i panów i pań spojrzenia pani też widziała...
No i pani się przeszła, a potem pani... zakupy zrobiła... Pani nawet te zakupy ledwo tachała - no bo bez dwulatka, to trzeba było siat kilka sobie dobrami wszelakimi naładować...
I jak już pani była przy swojej kamienicy, sąsiadka panią zaczepiła z miną wielce zatroskaną... "Kto pani umarł? Bo tak pani sama, z siatami, calutka na czarno, wystrojona i w okularach słonecznych chociaż deszcz pada...?"
Pani najgłupszą zapewne minę na świecie zrobiła...
Pani potem wniosek wysnuła, że mamą będąc, z tą panią uważać trzeba ogromnie...
Pani poszła sama, bo pani potrzebowała panicznie się samej przejść i panią się poczuć...
Dwulatek na tym bynajmniej nie stracił, a zyskał ogromnie, bo z dziadkiem - pradziadkiem obcować uwielbia. Pani też skorzystała wielce, bo wreszcie się dobrze poczuła, a od dni kilku we własnej skórze pani odnaleźć się nie mogła.
Pani szła ulicą i widziała, że gapią się na nią wszyscy. Więc pani się coraz lepiej czuła...
No deszcz wprawdzie pokrapywał, a pani bez parasola - a co!! niczym kobieta szalona i niczym nieprzejęta!
Pani widziała spojrzenia i panów i pań spojrzenia pani też widziała...
No i pani się przeszła, a potem pani... zakupy zrobiła... Pani nawet te zakupy ledwo tachała - no bo bez dwulatka, to trzeba było siat kilka sobie dobrami wszelakimi naładować...
I jak już pani była przy swojej kamienicy, sąsiadka panią zaczepiła z miną wielce zatroskaną... "Kto pani umarł? Bo tak pani sama, z siatami, calutka na czarno, wystrojona i w okularach słonecznych chociaż deszcz pada...?"
Pani najgłupszą zapewne minę na świecie zrobiła...
Pani potem wniosek wysnuła, że mamą będąc, z tą panią uważać trzeba ogromnie...
czwartek, 4 października 2007
myśli wyciszyć
Maluch śpi i dzięki temu zaczyna się moja chwila intymna... Ta, co mi wytchnienie daje ogromne. Wytchnienie potrzebne i konieczne...
Taki moment tylko dla mnie. Wykradziony z tarczy zegara, gdy myśli wyciszyć można i oddech świadomie łapać... Gdy nikomu pomocnym być nie trzeba i nad snem maleństwa jedynie czuwać, co bardziej instynktem wiedzione, niż zmysłami...
I to życie kontemplować, wrażeniom jedynie się oddając. I czuć świat na skórze i smak... I baterie energii ładować. Patrzeć i milczeć i czuciem stawać się jedynie albo wspomnieniem...
I w chwilach takich, jak ta, nieprawdopodobnym mi się zdaje, by życie mogło być tylko raz...
Taki moment tylko dla mnie. Wykradziony z tarczy zegara, gdy myśli wyciszyć można i oddech świadomie łapać... Gdy nikomu pomocnym być nie trzeba i nad snem maleństwa jedynie czuwać, co bardziej instynktem wiedzione, niż zmysłami...
I to życie kontemplować, wrażeniom jedynie się oddając. I czuć świat na skórze i smak... I baterie energii ładować. Patrzeć i milczeć i czuciem stawać się jedynie albo wspomnieniem...
I w chwilach takich, jak ta, nieprawdopodobnym mi się zdaje, by życie mogło być tylko raz...
wstyd
Każdego dnia coraz bardziej otwierają mi się oczy na sprawę wstydu. Wstydu raczej dziwnego. No bo jak można się wstydzić siebie samej i swojego ciała? Nie chodzi mi tutaj o zmarszczki, czy pierwsze siwe włosy. Nie chodzi również o tłuszczyk na biodrach, czy też jego zbyt duży brak. Chodzi mi o wstyd, który w kobietach wywołuje ich własna seksualność. Jest to nadal ewidentny temat tabu nawet w środowisku samych kobiet. Nie rozmawia się przecież z przyjaciółką, co która lubi i jak. No ba! nie rozmawia o tym nawet ze swoim partnerem. Czasem kobieta nawet nie wie, co lubi, bo przecież sama nie sprawdzi, a partner nie zawsze wszystko odkryje...
Sfery intymne ciała własnego są nadal w rozmowach zakazane. W myślach najwyraźniej również. Nawet o chorobach kobiecych się nie rozmawia, bo trzeba było by sprawę po imieniu nazwać szczegóły anatomiczne poruszając...
Skąd to się bierze?... Skąd brak nazewnictwa, które pejoratywnie nacechowane by nie było?
I o co właściwie jest ten wstyd? O kwestię każdego dotyczącą. I o pragnienia własne, które przecież zaspokojone, życie pięknym czynią...
Sfery intymne ciała własnego są nadal w rozmowach zakazane. W myślach najwyraźniej również. Nawet o chorobach kobiecych się nie rozmawia, bo trzeba było by sprawę po imieniu nazwać szczegóły anatomiczne poruszając...
Skąd to się bierze?... Skąd brak nazewnictwa, które pejoratywnie nacechowane by nie było?
I o co właściwie jest ten wstyd? O kwestię każdego dotyczącą. I o pragnienia własne, które przecież zaspokojone, życie pięknym czynią...
środa, 3 października 2007
uff...
Po dniu spędzonym z babcią - prababcią i dziadkiem me-me jestem wykończona. Padnięta. Wypompowana... Relacja dwulatka z pradziadkami własnymi przyprawia mnie o zawrót głowy. I zapewniam, że ptyś z bitą śmietaną roztarty po połowie dywanu, po którym ledwo stąpać można, bo taki cudny i wiecznie nowy to pikuś przy całej reszcie. Przy całej reszcie, która dziadków nie wzrusza. No bo po pierwsze "i cóż się takiego stało" według babci, a po drugie "człowiek się łodwrócić nie zdąży a pipsztok upuści ciastecko" według dziadka. (Ha! niechby ktoś inny coś z takiego zrobić spróbował!...)
Ale najtrudniej przebrnąć godziny serialowe. Dwulatek uwielbia z dziadkami oglądać seriale. Zwłaszcza te z Pedrosem i Alvarem. Te z Huanitą również. Nadziwić się zawsze nie mogę, że żadnemu z całej trójki bohaterowie się nie mylą - wszak w jednym jest Jacinta, a zaraz staje się w drugim doną jakąś tam...
Dwulatek zdaje właśnie mężusiowi relację z wypiekami na buzi, pękatym brzuszkiem i stertą zabawek. A ja czmycham pod prysznic i wyłączam myślenie!
Ale najtrudniej przebrnąć godziny serialowe. Dwulatek uwielbia z dziadkami oglądać seriale. Zwłaszcza te z Pedrosem i Alvarem. Te z Huanitą również. Nadziwić się zawsze nie mogę, że żadnemu z całej trójki bohaterowie się nie mylą - wszak w jednym jest Jacinta, a zaraz staje się w drugim doną jakąś tam...
Dwulatek zdaje właśnie mężusiowi relację z wypiekami na buzi, pękatym brzuszkiem i stertą zabawek. A ja czmycham pod prysznic i wyłączam myślenie!
o jedno słowo za daleko
Słowa mają moc wielką. Oczarować potrafią. Zniszczyć też niejednokrotnie lubią.
A my się unosić im dajemy i niesione na nich nimi właśnie światy stwarzamy. Albo światy niszczymy... Własne światy...
Często wystarczy słowo, aby kogoś przeprosić. Często słowo kogoś zdobywa. Jedno słowo przekreślić zdolne znajomość.
Dzięki niemu kogoś zrozumieć innemu pomożemy...
Wykrzyczanych słów tych jednych i o jedno za dużo wiele było dzisiaj.
I ja i nestorka rodu dumnego mojego rzucałyśmy tylko tymi, co to zawsze o jedno za daleko leci. Potrzebnie? Nie wiem jeszcze... Ona syna zrozumiała. Ja rodziny ojca wyrzekłam się na zawsze. Poza nią jedynie...
Kolejny raz sobie oczy otwierałyśmy i łzy tłumiłyśmy z sił całych. Ona ze szczęścia. Ja...? Ja zwerbalizowałam swoje bóle tkwiące we mnie od tak dawna, że aż dziw, że do tej pory mnie nie poszarpały.
A my się unosić im dajemy i niesione na nich nimi właśnie światy stwarzamy. Albo światy niszczymy... Własne światy...
Często wystarczy słowo, aby kogoś przeprosić. Często słowo kogoś zdobywa. Jedno słowo przekreślić zdolne znajomość.
Dzięki niemu kogoś zrozumieć innemu pomożemy...
Wykrzyczanych słów tych jednych i o jedno za dużo wiele było dzisiaj.
I ja i nestorka rodu dumnego mojego rzucałyśmy tylko tymi, co to zawsze o jedno za daleko leci. Potrzebnie? Nie wiem jeszcze... Ona syna zrozumiała. Ja rodziny ojca wyrzekłam się na zawsze. Poza nią jedynie...
Kolejny raz sobie oczy otwierałyśmy i łzy tłumiłyśmy z sił całych. Ona ze szczęścia. Ja...? Ja zwerbalizowałam swoje bóle tkwiące we mnie od tak dawna, że aż dziw, że do tej pory mnie nie poszarpały.
wtorek, 2 października 2007
pilnie...
... poszukuję krasnala. Może być skrzat. Kolor wdzianka obojętny. Kolor czapeczki równie obojętny. Broda może być. Jak nie będzie miał brody, to też nie problem. Może być duży, może być i mały. Wszystko jedno. Imię też ważne nie jest. No byle to Gapcio nie był...
Jak takiego spotkacie, przyślijcie go do mnie... Pilnie!!!...
PS. Jest jednak jeden warunek. On prasować lubić musi...
Jak takiego spotkacie, przyślijcie go do mnie... Pilnie!!!...
PS. Jest jednak jeden warunek. On prasować lubić musi...
poniedziałek, 1 października 2007
profilaktyka raka piersi
Właśnie przeczytałam informację o tym, że październik jest miesiącem profilaktyki raka piersi. I dobrze! Bardzo dobrze, że jest! Bardzo dobrze, że o tym wszędzie słychać. Dobrze, że odbywają się marsze różowej wstążeczki, a organizacje kobiece nagłaśniają sprawę przy każdej okazji. Tylko dlaczego mimo to, statystyki są nadal przerażające?... Dlaczego cytologia i badanie piersi są nadal sprawami tabu, a nowotwory są nadal wykrywane w stadium zbyt zaawansowanym?...
Jest przecież coraz lepszy przekaz informacji. Coraz bardziej świadomie kobiety podchodzą do własnego ciała i zdrowia. Są coraz nowsze leki i metody leczenia, coraz trafniejsze diagnozy.
Dlaczego zatem nadal pokutuje opinia wśród nas, że to spotyka innych, wszystkich wokół, potencjalnie każdego, ale na pewno nie mnie?... Dlaczego w większości odcinamy się od tych wiadomości i bagatelizujemy badania? Dlaczego przy jednoczesnym deklarowaniu swojej postępowości, nie rozwijamy w sobie umiejętności skrupulatnej kontroli własnego zdrowia?...
Boimy się wielu rzeczy. Większość z nich to zwyczajne fobie jeszcze z dzieciństwa wyniesione. Wiele z nich przycicha z wiekiem...
Wiele moich strachów z wiekiem przycichło, ale i z wiekiem niektórych jestem bardziej świadoma. Dzisiaj nie boję się już księżyca w pełni czy śmierci. Dzisiaj boję się tak naprawdę tylko dwóch rzeczy: bólu i raka właśnie...
Jest przecież coraz lepszy przekaz informacji. Coraz bardziej świadomie kobiety podchodzą do własnego ciała i zdrowia. Są coraz nowsze leki i metody leczenia, coraz trafniejsze diagnozy.
Dlaczego zatem nadal pokutuje opinia wśród nas, że to spotyka innych, wszystkich wokół, potencjalnie każdego, ale na pewno nie mnie?... Dlaczego w większości odcinamy się od tych wiadomości i bagatelizujemy badania? Dlaczego przy jednoczesnym deklarowaniu swojej postępowości, nie rozwijamy w sobie umiejętności skrupulatnej kontroli własnego zdrowia?...
Boimy się wielu rzeczy. Większość z nich to zwyczajne fobie jeszcze z dzieciństwa wyniesione. Wiele z nich przycicha z wiekiem...
Wiele moich strachów z wiekiem przycichło, ale i z wiekiem niektórych jestem bardziej świadoma. Dzisiaj nie boję się już księżyca w pełni czy śmierci. Dzisiaj boję się tak naprawdę tylko dwóch rzeczy: bólu i raka właśnie...
niedziela, 30 września 2007
raz się błysnęło...
... nad powiatowym w piątek i moje stałe łącze szlag trafił. W sobotę nie dało się usterki naprawić. No nie i już... Firma, z którą mam podpisaną umowę nawet się do odpowiedzialności nie poczuwała. No to dzisiaj faks z rozwiązaniem umowy dostali i rach - ciach sygnał właśnie się pojawił... Nie ma to jak odpowiednia motywacja.
Mam nadzieję, że nie będę już co trzy tygodnie internetu pozbawiana ;)
Mam nadzieję, że nie będę już co trzy tygodnie internetu pozbawiana ;)
czwartek, 27 września 2007
pogoń za chwilą intymną
Lubię Twój dotyk. Bardzo lubię Twój dotyk. Dla dotyku stworzona jestem i dotykiem swoje światy stwarzam. Lubię, kiedy jesteś blisko. Bliziutko. Jak najbliżej. Tak, aby ciała granicę swojego jestestwa zacierać mogły... Dotykiem stając się i istnieniem...
Chciałabym móc czas zatrzymać w jednej z tych krótkich chwil, kiedy możemy być razem. Razem tak blisko ponad czas i miejsca. I ludzi... I ponad decyzje i rozwagę. Pragnieniem jedynie siebie wyrażając...
Czy bycie już zawsze oznaczać będzie dla nas pogoń za chwilą intymną, wykradaną dobie? Tak bardzo chciałabym móc znowu być tak po prostu. Nie myśleć o której godzinie... Chciałabym, bo czekam... Bo muszę... Na Ciebie. Na dotyk. Na siebie. Tu. Zbyt długo. Już nawet nie czasem...
Chciałabym móc czas zatrzymać w jednej z tych krótkich chwil, kiedy możemy być razem. Razem tak blisko ponad czas i miejsca. I ludzi... I ponad decyzje i rozwagę. Pragnieniem jedynie siebie wyrażając...
Czy bycie już zawsze oznaczać będzie dla nas pogoń za chwilą intymną, wykradaną dobie? Tak bardzo chciałabym móc znowu być tak po prostu. Nie myśleć o której godzinie... Chciałabym, bo czekam... Bo muszę... Na Ciebie. Na dotyk. Na siebie. Tu. Zbyt długo. Już nawet nie czasem...
na wesoło
"Rok 2012. Armia odrodzonego imperium rosyjskiego podbiła już prawie całą Europę.
Ostatnie niedobitki NATO rozpaczliwie bronią się na Skale Gibraltarskiej.
Generalissimus Putin podchodzi do ogromnej mapy kontynentu i z dumą spogląda na swoje zdobycze.
- Wszystko moje! - mruczy z zadowoleniem.
Nagle jego uwagę przykuwa niewielka żółta plamka w Przywiślańskim Kraju.
Zadowolenie generalissimusa w mgnieniu oka zmienia się we wściekłość.
- Co to jest! - cedzi ze złości poczerwieniały Putin.
Cały sztab generalny zamarł strwożony w bezruchu. Nikt nie ośmielił się przerwać tej złowieszczej ciszy.
- Co to k...wa jest! - wrzasnął Putin.
Na te słowa wystąpił głównodowodzący marszałek i bijąc wiernopoddańcze pokłony z duszą na ramieniu odpowiedział:
- Wybaczcie wasza dostojność, to Wietnamczycy nadal bronią warszawskiego Stadionu..."
Ostatnie niedobitki NATO rozpaczliwie bronią się na Skale Gibraltarskiej.
Generalissimus Putin podchodzi do ogromnej mapy kontynentu i z dumą spogląda na swoje zdobycze.
- Wszystko moje! - mruczy z zadowoleniem.
Nagle jego uwagę przykuwa niewielka żółta plamka w Przywiślańskim Kraju.
Zadowolenie generalissimusa w mgnieniu oka zmienia się we wściekłość.
- Co to jest! - cedzi ze złości poczerwieniały Putin.
Cały sztab generalny zamarł strwożony w bezruchu. Nikt nie ośmielił się przerwać tej złowieszczej ciszy.
- Co to k...wa jest! - wrzasnął Putin.
Na te słowa wystąpił głównodowodzący marszałek i bijąc wiernopoddańcze pokłony z duszą na ramieniu odpowiedział:
- Wybaczcie wasza dostojność, to Wietnamczycy nadal bronią warszawskiego Stadionu..."
środa, 26 września 2007
leczymy...
... katar dwulatka i własne emocje. Te emocje, które każdy dzień nam przynosi. Te od rana do nocy z tęsknotą związane... I z czekaniem.
Siedzimy, rozmawiamy, jesteśmy po prostu. Sobą. Ze sobą. O sobie rozmawiamy. Jesteśmy...
Jednym słowem: urlop :)
Siedzimy, rozmawiamy, jesteśmy po prostu. Sobą. Ze sobą. O sobie rozmawiamy. Jesteśmy...
Jednym słowem: urlop :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)