środa, 28 stycznia 2009

o!

     Kiedy dzisiaj rano ślubny zasugerował, że może bym się tak z domu ewakuowała i zrujnowała go finansowo w sklepach, uznałam jego myśl za całkiem niegłupią. Podstępną, ale całkiem mi do gustu przypadającą, chociaż miałam duże wątpliwości, czy ewakuację zarządził aby nie ze względu na siebie, czy też tak ze względów humanitarnych na mnie i mój dziki humor oraz pogłębiającą się moją irytację. No bo ileż tych kubków można znieść? No cztery to dla mnie już kuriozum, zwłaszcza jeśli stoją jeden obok drugiego z tym samym, czyli kawą smolistą wypitą do połowy. No niech mu będzie, okazałam się łaskawą i poszłam sobie. O! Coś tam jeszcze mówił, abym miała na względzie ilość naszyjników i książek zalegających w domu, ale niech sobie gada. Co mu gadać zabraniać będę? Niech gada. Czasem.   
    No i proszę Was... naszyjnik jest. Jeden. Ale jest. Nie zdzierżyłabym przecież brak nowego. Ma co prawda coś, co dopiero ślubny zauważył, robiąc wielkie oczy i pytając, po co w zestawieniu wszystkiego jest i pomponik. No dziwny on jakiś... Toż jeśli to zestawienie wszystkiego, to i pomponik być musi. Przecież to logiczne jest. Obcasy nowe też mam i jak widzę pogoda sprawia, że mogę je niedługo wdziać na nogi. A takie wysokie są, jakich dawno nie kupowałam, bo mi coś tam organoleptyczna o obcasach wytłumaczyć próbowała i postanowiłam swoje o pięć centymetrów zmniejszyć. No... mogę jej teraz z pięć par tych zmniejszonych oddać, bo mi źle w nich. Mam w nich normalną świadomość braku. Mam też wszystko takie, czego bym do tej pory nie tknęła. Uhm... Mam spodnie w kratę i mam pomarańczową bluzeczkę. Seledynową, po oczach bijącą, też mam. No i mam spódnicę krótką i szeroką i w kratę taką, na widok której kiedyś bym z krzykiem uciekła. Co jeszcze mam? No dużo mam, ale nic czarnego. Tzn. naszyjnik ma czarnych elementów kilka. Pompon na ten przykład i na tamten przykład to owe obcasy. Czarne wzięłam, bo bordowych nie wyprodukowali takich... Nie wiem, jak mogli. No i mam świadomość, że jednak jak cię widzą, tak cię piszą. Nigdy takich eksperymentalnych ubrań panie mi nie proponowały. No bo myślały pewnie, że ja taka klasyczna jestem. No... klasyczna to ja jestem, ale chyba nie teraz. Bo teraz to mam nawet spodnie z kiczowatym diamencikiem w guziku. I co jeszcze mam? Mam właśnie herbatę czerwoną i maseczkę z glinki jakiejśtam na twarzy i zapisaną na jutro kawę z koleżanką gdzieśtam - sama nie wiem jeszcze gdzie, bo to dopiero jutro, więc po co dzisiaj do kalendarza zaglądać mam? No właśnie. I jeszcze mam "Szpetnych czterdziestoletnich" Osieckiej. Mam też zamiar zaraz umościć się pod pierzynką i czytać. O! I ma ślubny, czego chciał i niech sobie gada teraz, a ja do kompletu to mam jeszcze klik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz