Byłam dzisiaj u dziadków moich. Tak właściwie na chwilkę, ale jednak. Robię kawę, kroję ciasto, drań w tle rozrabia, bo przecież ze szczęścia głupieć należy... Akurat wzięłam łyk kawy, a ponieważ dawno ulubionej nie piłam, łyk był nieprzyzwoicie duży, kiedy słyszę jak babcia-prabacia tonem bardzo zatroskanym mówi do drania: "nie gryź synciu dziadka, bo dziadek ma brudną rękę i sobie ząbki pobrudzisz"...
... zanim zaniosłam kawę i ciasto do pokoju, musiałam umyć blat i jedną z szafek w kuchni... Mam tylko nadzieję, że drań podczas gryzienia dziadka nie spocił się.
wtorek, 20 maja 2008
poniedziałek, 19 maja 2008
nie o śnie
Rano miałam opisać mój wczorajszy sen. Rano się jednak jakoś tak przeciągnęło i nagle noc nastała, więc mój sen traci nieco na świeżości... Zatem nie o śnie napiszę.
A w zasadzie to nie napiszę o niczym, ponieważ dom uśpiony i cisza z gatunku tych magicznych. I wreszcie mogę nadrobić zaległości w lekturze (również blogowej), oglądając po raz kolejny klik :)
A w zasadzie to nie napiszę o niczym, ponieważ dom uśpiony i cisza z gatunku tych magicznych. I wreszcie mogę nadrobić zaległości w lekturze (również blogowej), oglądając po raz kolejny klik :)
niedziela, 18 maja 2008
nocą
Zdążyłam już polubić to moje pisanie nocne, które ostatnio uprawiam.
Tak miło... w łóżeczku i ciszy nocnej sobie mysi w głowie układać i na klawiaturze wystukiwać.
Jednak szybko przyzwyczaiłam się do tego, co wygodniejsze... Jak każdy prawdopodobnie.
Tak miło... w łóżeczku i ciszy nocnej sobie mysi w głowie układać i na klawiaturze wystukiwać.
Jednak szybko przyzwyczaiłam się do tego, co wygodniejsze... Jak każdy prawdopodobnie.
sobota, 17 maja 2008
kolacja u rodziców
- Chodź szybko, bo mi zaraz teścia aresztują - powiedział rozchichotany ślubny, kiedy prędko wracałam od klatki, do której mnie najszczęśliwsza zawróciła, bo zapomniała dać nam jeszcze jednego pakunku. Najszczęśliwsza na odchodne lubi nas zarzucić pakunkami... Na szczęście wracałam się dzisiaj tylko raz. - Dziadek stoi po drugiej stronie ulicy z draniem na ramionach i krzyczą w naszą stronę "fujary czegoś zapomniały" - dodał ślubny.
No przyznać muszę, że mój rodzic płci męskiej pomysły czasem miewa szalone, a drań w lot łapie takie głupoty. Oczywiście przez całą drogę byliśmy fujarami, które zapomniały z czego dziadek był ogromnie dumny. Tym dumniejszy, że drania przeniósł na ramionach, bo go by przecież nóżki bolały i w ramach rekompensaty za to, że nie dał rady dzisiaj skleić koła od roweru z braku czegoś tam...
I jak tu nie dać rozpieścić? :)
No przyznać muszę, że mój rodzic płci męskiej pomysły czasem miewa szalone, a drań w lot łapie takie głupoty. Oczywiście przez całą drogę byliśmy fujarami, które zapomniały z czego dziadek był ogromnie dumny. Tym dumniejszy, że drania przeniósł na ramionach, bo go by przecież nóżki bolały i w ramach rekompensaty za to, że nie dał rady dzisiaj skleić koła od roweru z braku czegoś tam...
I jak tu nie dać rozpieścić? :)
czwartek, 15 maja 2008
Pani i kawa zbożowa...
... miały już kiedyś ze sobą do czynienia... Kawę zbożową bowiem pani piła w szpitalu po urodzeniu drania. Pani doskonale pamięta ten fakt, bo pani się wtedy bardzo chciało kawy, co wszyscy gromkim śmiechem skwitowali. Jak tylko zatem pani dowiedziała się, że jakaś kawa z mlekiem w dzbankach jest, to zwinęła sobie dwa dzbanki takie półtoralitrowe i dopiero po wypiciu pierwszego załapała, że nie jest to pani ulubiona nescafe z pełnotłustym mlekiem... Co z resztą nie przeszkodziło mi w wyżłopaniu drugiego dzbanka. Personel medyczny mocno się zdziwił, ale poczytali mi to za szok poporodowy... Pani bowiem rodziła naturalnie, ze ślubnym u boku, aparatem fotograficznym i brakiem wściekłych okrzyków. Zapewne wtedy już wiedzieli, że należę do grupy trudnych pacjentek... Być może nawet te dzbanki, które następnego dnia zwędziłam również, jak usłyszałam, że dostać to mogę cienką herbatę, wpłynęły na wcześniejsze wypisanie nas do domu...? Nie wiem... Jednak to nie o szpital, a o kawę chodzi przecież...
Taa... Nawet ona dobra była... Tak wiec dzisiaj rano pani optymistycznie do perspektywy picia owej podeszła. Jednak pani nawet nie przypuszczała, że będzie jakiś problem z zaparzeniem jej... A tu... otwieram torebkę mocno zniechęcającą do zawartości i widzę coś takiego, jakby kto trociny z siemieniem lnianym zmieszał. No to patrzę i wącham - jak kawa to jednak nie pachnie. Ale ponieważ myśl o cesarzowej motywuje mocno, wzięła się pani za dokładne czytanie instrukcji parzenia... A tam wyraźnie napisane: do litra wrzącej wody wsyp cztery stołowe łyżki kawy!...
No nieźle Wam powiem... nieźle!! Ja mam tylko nadzieję, że ta podglądaczka i znawczyni jin wie co mówi, bo ja już dzisiaj sobie właśnie drugi litr zagotowałam...
Taa... Nawet ona dobra była... Tak wiec dzisiaj rano pani optymistycznie do perspektywy picia owej podeszła. Jednak pani nawet nie przypuszczała, że będzie jakiś problem z zaparzeniem jej... A tu... otwieram torebkę mocno zniechęcającą do zawartości i widzę coś takiego, jakby kto trociny z siemieniem lnianym zmieszał. No to patrzę i wącham - jak kawa to jednak nie pachnie. Ale ponieważ myśl o cesarzowej motywuje mocno, wzięła się pani za dokładne czytanie instrukcji parzenia... A tam wyraźnie napisane: do litra wrzącej wody wsyp cztery stołowe łyżki kawy!...
No nieźle Wam powiem... nieźle!! Ja mam tylko nadzieję, że ta podglądaczka i znawczyni jin wie co mówi, bo ja już dzisiaj sobie właśnie drugi litr zagotowałam...
środa, 14 maja 2008
"Czy chcesz wyglądać jak chińskie cesarzowe?..."
... - przeczytałam dzisiaj w piśmie dla udomowionych czarownic - "Czy chcesz tak, jak one mieć delikatną cerę i promienny wygląd?" - No ba!!! każdy chciałby... Dlaczego ja niby miałabym się wyłamać?
"Czy chcesz poznać rytuały chińskich cesarzowych, dzięki którym nikt nie był w stanie wyczytać wieku z ich twarzy?" - I tu poczułam, że wstęp nieco przydługi, ale czego się nie zrobi, żeby być jak cesarzowa? Czytałam zatem dalej i starałam się cierpliwą być, pewna, że jeszcze kilka zdań i poznam jakiś cudo sposób. A tu... a tu czytam, żeby iść do lustra i przyjrzeć się zmarszczkom na twarzy... No dobra, niech będzie! I sama sobie nie wierząc, że to robię, pobiegłam do lustra, przed którym się wykrzywiłam maksymalnie, coby wszystkie dojrzeć. Dzięki temu już przynajmniej wiem, jakich min mi robić nie wolno.
Wracam na sofę z myślą, że zaraz dowiem się o jakimś cudnym mazidle, które na pewno naiwnie nabędę, a tu czytam... że...
... po pierwsze mazidła żadnego kupować nie muszę... No to akurat dobrze - ślubny polubi pismo dla udomowionych.
... po drugie, że starzeję się według jin... Hm... no to czytam dalej, aby się dowiedzieć, czy autorka tekstu mnie aby nie obraża. Ale autorka nie dość, że mnie nie obraża, to pisze coś, co się faktycznie zgadza - objawy moje wszystkie opisała. Normalnie musiała mnie podglądać i zapiski robić! Toż ona wie o mnie wszystko!! No trudno... jakoś się z tym pogodziłam, że byłam podglądana przez ową i czytam, że aby tych objawów uniknąć i być jak ta cesarzowa - piękna i gładka znaczy, to...
... mam się ruszać... No... tego to mi nie brakuje akurat. Od biegania za rowerkiem prowadzonym przez drania, po dźwiganie drania razem z zakupami.
... ćwiczyć chi kung... No jak to rozszyfruję, to pewnie i tak w powiatowym instruktora nie znajdę... i wtedy ślubny lubić pismo dla czarownic przestanie, bo jak znam siebie, to dziurę w brzuchu mu wywiercę, aby mi instruktora znalazł, albo książkę o owych ćwiczeniach spod ziemi wydobył...
... przyprawiać... I to zabrzmiało pięknie!! Przyprawiać toż ja wielbię. A tu w dodatku napisane, że mam przyprawiać na ostro i rozgrzewająco!! Pokochałam autorkę tekstu!! Normalnie miłością absolutną!! Okazało się jednak, że nie na długo, ponieważ zaraz po owym nakazie przyprawiania wprowadziła zakaz jedzenia sałatek i surówek. No dobra... to jakoś przełknęłam... A niech tam... Ale autorka bezlitośnie dla mnie pisze, że absolutnie mam wykluczyć czarną kawę i herbatę jakąkolwiek... No dramat... A zastąpić je mam kawą zbożową...
Moje załamanie zenitu sięgnęło i postanowiłam spojrzeć, jak bardzo przechlapane mają te, co to się według typu jang starzeją. No i się załamałam jeszcze bardziej. Te to normalnie sielankę mają... Oczyszczać się, nie pieprzyć i popijać pokrzywę... No... no i gdzie tu sprawiedliwość? Normalnie nie ma sprawiedliwości...
Kawę zbożową kupiłam... Ślubny najpierw parsknął śmiechem, a potem się przeraził, że kryzys w naszym domu zapanował. Zagryzam właśnie imbir, który popijam wodą (ciepłą) z miodem. O kawie myślę tęsknie... A co dopiero rano będzie?...
No i oświadczam: jeśli w ciągu miesiąca chińską cesarzową się nie stanę, rzucam kurację i starzeję się... tak po prostu i bez typowo. Albo typowo...Trudno...
"Czy chcesz poznać rytuały chińskich cesarzowych, dzięki którym nikt nie był w stanie wyczytać wieku z ich twarzy?" - I tu poczułam, że wstęp nieco przydługi, ale czego się nie zrobi, żeby być jak cesarzowa? Czytałam zatem dalej i starałam się cierpliwą być, pewna, że jeszcze kilka zdań i poznam jakiś cudo sposób. A tu... a tu czytam, żeby iść do lustra i przyjrzeć się zmarszczkom na twarzy... No dobra, niech będzie! I sama sobie nie wierząc, że to robię, pobiegłam do lustra, przed którym się wykrzywiłam maksymalnie, coby wszystkie dojrzeć. Dzięki temu już przynajmniej wiem, jakich min mi robić nie wolno.
Wracam na sofę z myślą, że zaraz dowiem się o jakimś cudnym mazidle, które na pewno naiwnie nabędę, a tu czytam... że...
... po pierwsze mazidła żadnego kupować nie muszę... No to akurat dobrze - ślubny polubi pismo dla udomowionych.
... po drugie, że starzeję się według jin... Hm... no to czytam dalej, aby się dowiedzieć, czy autorka tekstu mnie aby nie obraża. Ale autorka nie dość, że mnie nie obraża, to pisze coś, co się faktycznie zgadza - objawy moje wszystkie opisała. Normalnie musiała mnie podglądać i zapiski robić! Toż ona wie o mnie wszystko!! No trudno... jakoś się z tym pogodziłam, że byłam podglądana przez ową i czytam, że aby tych objawów uniknąć i być jak ta cesarzowa - piękna i gładka znaczy, to...
... mam się ruszać... No... tego to mi nie brakuje akurat. Od biegania za rowerkiem prowadzonym przez drania, po dźwiganie drania razem z zakupami.
... ćwiczyć chi kung... No jak to rozszyfruję, to pewnie i tak w powiatowym instruktora nie znajdę... i wtedy ślubny lubić pismo dla czarownic przestanie, bo jak znam siebie, to dziurę w brzuchu mu wywiercę, aby mi instruktora znalazł, albo książkę o owych ćwiczeniach spod ziemi wydobył...
... przyprawiać... I to zabrzmiało pięknie!! Przyprawiać toż ja wielbię. A tu w dodatku napisane, że mam przyprawiać na ostro i rozgrzewająco!! Pokochałam autorkę tekstu!! Normalnie miłością absolutną!! Okazało się jednak, że nie na długo, ponieważ zaraz po owym nakazie przyprawiania wprowadziła zakaz jedzenia sałatek i surówek. No dobra... to jakoś przełknęłam... A niech tam... Ale autorka bezlitośnie dla mnie pisze, że absolutnie mam wykluczyć czarną kawę i herbatę jakąkolwiek... No dramat... A zastąpić je mam kawą zbożową...
Moje załamanie zenitu sięgnęło i postanowiłam spojrzeć, jak bardzo przechlapane mają te, co to się według typu jang starzeją. No i się załamałam jeszcze bardziej. Te to normalnie sielankę mają... Oczyszczać się, nie pieprzyć i popijać pokrzywę... No... no i gdzie tu sprawiedliwość? Normalnie nie ma sprawiedliwości...
Kawę zbożową kupiłam... Ślubny najpierw parsknął śmiechem, a potem się przeraził, że kryzys w naszym domu zapanował. Zagryzam właśnie imbir, który popijam wodą (ciepłą) z miodem. O kawie myślę tęsknie... A co dopiero rano będzie?...
No i oświadczam: jeśli w ciągu miesiąca chińską cesarzową się nie stanę, rzucam kurację i starzeję się... tak po prostu i bez typowo. Albo typowo...Trudno...
wtorek, 13 maja 2008
koszulki nocne...
... pani ma... Pani ma takie z koronką i bez, czarne i ecru i nawet białą z granatową lamówką pani też ma... Ha! pani ma nawet bladoróżową i seledynową... Na ramiączkach, albo z dekoldem. Wszystkie. Tylko. Bez wyjątku.
Od lat czterech pani ich posiadaczką i nabywcą stałym jest. Co z resztą dopiero wczoraj pani sobie uświadomiła, kiedy zwróciła pani uwagę na to, że drań śpi od kilku miesięcy w swoim pokoiku i rzadko do nas w nocy przybiega, uświadamiając sobie jednocześnie, że to on sprawcą pani koszulkowego stanu posiadania jest...
... pani bowiem nigdy w koszulkach nocnych czy piżamach spać nie lubiła i jak tylko mogła zacząć mieszkać sama, owych skrzętnie się pozbyła.
I tak sobie stała wczoraj pani obok tego łóżka i tak gdybała, że a nuż może by tak spróbować znowu... No ale człowiek to normalnie jak zaprogramowany i w dodatku z klapkami na oczach niczym koń... No bo jak w nocy drań przybiegnie?...
Pani jednak racjonalnie myśleć przestała szybko... Z zadziwiającą łatwością i szybkością pani to przychodzi...
PS. Pani dzisiaj wyspała się za wszystkie czasy. Normalnienie jakby pierwszy raz od lat wielu. A drań? ...oczywiście przytuptał nad ranem... Jak to się zwie? ... chyba prawem Murph'ego...
Od lat czterech pani ich posiadaczką i nabywcą stałym jest. Co z resztą dopiero wczoraj pani sobie uświadomiła, kiedy zwróciła pani uwagę na to, że drań śpi od kilku miesięcy w swoim pokoiku i rzadko do nas w nocy przybiega, uświadamiając sobie jednocześnie, że to on sprawcą pani koszulkowego stanu posiadania jest...
... pani bowiem nigdy w koszulkach nocnych czy piżamach spać nie lubiła i jak tylko mogła zacząć mieszkać sama, owych skrzętnie się pozbyła.
I tak sobie stała wczoraj pani obok tego łóżka i tak gdybała, że a nuż może by tak spróbować znowu... No ale człowiek to normalnie jak zaprogramowany i w dodatku z klapkami na oczach niczym koń... No bo jak w nocy drań przybiegnie?...
Pani jednak racjonalnie myśleć przestała szybko... Z zadziwiającą łatwością i szybkością pani to przychodzi...
PS. Pani dzisiaj wyspała się za wszystkie czasy. Normalnienie jakby pierwszy raz od lat wielu. A drań? ...oczywiście przytuptał nad ranem... Jak to się zwie? ... chyba prawem Murph'ego...
poniedziałek, 12 maja 2008
Jest...
... gorąco!! Upalnie. Letnio. Wspaniale. Dla mnie wręcz bosko. Po kilku godzinach spędzonych dzisiaj w pełnym słońcu, mam zwielokrotnione siły witalne, radośniejszy uśmiech i inny zapach skóry... Taki słoneczny...
niedziela, 11 maja 2008
kiedy żona wychodzi z domu wieczorem...
... i idzie na spotkanie ze znajomymi... Takimi, których prawie nie zna, poza jedną osobą. Takimi, których znać dobrze powinna, ale dopiero to spotkanie na poznanie pozwoli... Takimi, których on sam widział dawno temu i raz tylko...
... co wtedy robi mąż własny i osobisty, który nie widzi żony przed wyjściem z domu, bo sam jeszcze do niego nie wrócił?
Własny i osobisty dzwoni do żony, która jest w drodze na spotkanie i słyszy, że obiad ma w piekarniku a dzieckiem zajmuje się babcia.
Czy mąż mówi wtedy coś? Mówi... Dobrej zabawy życzy i pyta, czy na taksówkę pieniądze odłożyłam sobie. Mąż nie pyta o moją godzinę powrotu do domu. Mąż żadnej godziny nie sugeruje... Chociaż dzwoni o trzeciej w nocy i zaspanym głosem pyta, czy wszystko w porządku i... idzie spać dalej.
***
Bawiłam się lepiej, niż byłam w stanie przypuszczać. Wróciłam dużo później, niż bym pomyślała. Wypiłam nieco więcej, niż prawdopodobnie powinnam, ale o wiele za mało, żeby świat i siebie przestać kontrolować i oceniać.
Po powrocie do domu zastałam męża własnego i osobistego śpiącego smacznie i spokojnie. Tak mocno, że nawet mojej obecności w łóżku nie zakodował...
Zaufanie...?
... co wtedy robi mąż własny i osobisty, który nie widzi żony przed wyjściem z domu, bo sam jeszcze do niego nie wrócił?
Własny i osobisty dzwoni do żony, która jest w drodze na spotkanie i słyszy, że obiad ma w piekarniku a dzieckiem zajmuje się babcia.
Czy mąż mówi wtedy coś? Mówi... Dobrej zabawy życzy i pyta, czy na taksówkę pieniądze odłożyłam sobie. Mąż nie pyta o moją godzinę powrotu do domu. Mąż żadnej godziny nie sugeruje... Chociaż dzwoni o trzeciej w nocy i zaspanym głosem pyta, czy wszystko w porządku i... idzie spać dalej.
***
Bawiłam się lepiej, niż byłam w stanie przypuszczać. Wróciłam dużo później, niż bym pomyślała. Wypiłam nieco więcej, niż prawdopodobnie powinnam, ale o wiele za mało, żeby świat i siebie przestać kontrolować i oceniać.
Po powrocie do domu zastałam męża własnego i osobistego śpiącego smacznie i spokojnie. Tak mocno, że nawet mojej obecności w łóżku nie zakodował...
Zaufanie...?
sobota, 10 maja 2008
oj... działo się...
... wczoraj... Działo!!...
Pani "stresa" miała wielkiego. Ogromnego "stresa" pani miała... Dygała pani wręcz. No bo jak tu nie dygać, kiedy wszystkich pani widziała ostatnio na rozdaniu świadectw maturalnych lat temu dwanaście?
Całość zaczęła się mniej więcej tak: klik, na szczęście jednak dało się temat kaszek przełamać po czasie niekrótkim. A może nie na szczęście, tylko dzięki temu, że pani do klasy matematyczno-fizycznej chodziła i było w niej dużo płci męskiej, co i na spotkaniu dało się odczuć. Pani nawet się dziwnie przez moment poczuła w dużej mniejszości kobiecej...
Tak więc impreza potoczyła się miło i jakoś tak w okolicy klik, chociaż na bar nikt z nas nie wszedł, bo ten akurat był okupowany przez innych, którzy użyli go do picia i jedzenia. Barbarzyńcy!!
Teraz pani sobie leży i leczy... migrenę - i tej wersji się trzymajmy...
PS. Wino mieli przepyszne, a podłota tańczył :)
Pani "stresa" miała wielkiego. Ogromnego "stresa" pani miała... Dygała pani wręcz. No bo jak tu nie dygać, kiedy wszystkich pani widziała ostatnio na rozdaniu świadectw maturalnych lat temu dwanaście?
Całość zaczęła się mniej więcej tak: klik, na szczęście jednak dało się temat kaszek przełamać po czasie niekrótkim. A może nie na szczęście, tylko dzięki temu, że pani do klasy matematyczno-fizycznej chodziła i było w niej dużo płci męskiej, co i na spotkaniu dało się odczuć. Pani nawet się dziwnie przez moment poczuła w dużej mniejszości kobiecej...
Tak więc impreza potoczyła się miło i jakoś tak w okolicy klik, chociaż na bar nikt z nas nie wszedł, bo ten akurat był okupowany przez innych, którzy użyli go do picia i jedzenia. Barbarzyńcy!!
Teraz pani sobie leży i leczy... migrenę - i tej wersji się trzymajmy...
PS. Wino mieli przepyszne, a podłota tańczył :)
piątek, 9 maja 2008
kawę...
... z rana pani sobie robi i patrzy sobie w okno. Jak co dzień... Spokój, cisza, zieleń. Pani taka zaspana i rozespana i taka zamyślona stoi. Zastanawia się pani nad tym i nad owym i... I taka rozmemłana widzi nagle małego, czarnego, puchatego szczeniaczka, którego jakaś kobietka przywiązuje do płotu i... odchodzi.
No żesz!! Ale się pani... obudziła!!
Wymyślając w myślach durnej babie, która zwierzaka zostawiła, zaczęła się pani szybko ubierać w szlafrok i klapki, żeby biec po psa, który właśnie zaczął skamleć i wyrywać się w stronę bramy - zapewne za podłą właścicielką.
Wróciła jednak pani od drzwi sprawdzić, czy drań aby śpi mocno i wtedy przyszło pani do głowy, żeby sąsiada o pomoc poprosić.
Pani by nie poprosiła? W tak ważnej sprawie by nie poprosiła?... Zadzwoniła pani zatem i mówi tonem w miarę spokojnym, że proszę go o pomoc, ale nagłą i w tej chwili już i koniecznie. Facet zdębiał, ale słucha... No to pani mu tłumaczy, żeby po tego psa, co to do płotu przywiązany pobiegł i go przyniósł, bo drań śpi jeszcze i ja sama nie mogę, a psu jeszcze coś się stanie. W myślach natomiast już kombinować pani zaczęła, co powie ślubny, kiedy psa wieczorem zobaczy i czy drań ucieszy się ogromnie i co mam w domu do jedzenia dla małego szczeniaka i...
... i rozmyślania pani przerwał sąsiad, który wychylony przez własne okno kuchenne chciał sprawę psa uściślić i zapytał, czy aby na pewno chodzi mi o tego psa - tego konkretnego, przywiązanego do płotu, którego właścicielka właśnie wraca od strony śmietnika po wyrzuceniu śmieci...
No żesz!! Ale się pani... obudziła!!
Wymyślając w myślach durnej babie, która zwierzaka zostawiła, zaczęła się pani szybko ubierać w szlafrok i klapki, żeby biec po psa, który właśnie zaczął skamleć i wyrywać się w stronę bramy - zapewne za podłą właścicielką.
Wróciła jednak pani od drzwi sprawdzić, czy drań aby śpi mocno i wtedy przyszło pani do głowy, żeby sąsiada o pomoc poprosić.
Pani by nie poprosiła? W tak ważnej sprawie by nie poprosiła?... Zadzwoniła pani zatem i mówi tonem w miarę spokojnym, że proszę go o pomoc, ale nagłą i w tej chwili już i koniecznie. Facet zdębiał, ale słucha... No to pani mu tłumaczy, żeby po tego psa, co to do płotu przywiązany pobiegł i go przyniósł, bo drań śpi jeszcze i ja sama nie mogę, a psu jeszcze coś się stanie. W myślach natomiast już kombinować pani zaczęła, co powie ślubny, kiedy psa wieczorem zobaczy i czy drań ucieszy się ogromnie i co mam w domu do jedzenia dla małego szczeniaka i...
... i rozmyślania pani przerwał sąsiad, który wychylony przez własne okno kuchenne chciał sprawę psa uściślić i zapytał, czy aby na pewno chodzi mi o tego psa - tego konkretnego, przywiązanego do płotu, którego właścicielka właśnie wraca od strony śmietnika po wyrzuceniu śmieci...
czwartek, 8 maja 2008
środa, 7 maja 2008
fascynant
- Mamusiu!!!! Mamoooo!!! - wrzasnął do mnie rozemocjonowany drań z odległości jakiś dziesięciu metrów, kiedy akurat spędzaliśmy miłe chwile koło fontan.
... a taki krzyk i takie podniecenie zapowiadają zazwyczaj dość spektakularne wydarzenie...
- Śopać mamusiu!!! śopać - i tu wskazał rączką - ale ta pani ma duzie cycy!!! mamusiu śopać!!!! - no zauważyłam... i ja i reszta ludzi, którzy spędzali czas równie miło.
Na początku to nawet próbowałam udać, że drań ma coś innego na myśli, ale kiedy trzyletni fascynant kobiecej anatomii zapytał, "ci jestem gucha, ci co" , to już mogłam jedynie dołączyć do publicznego rozbawienia się...
Wstyd, nie wstyd... Dziecko świat werbalizuje i cieszy się z nowych odkryć... Trochę się jednak zakłopotałam, chociaż nie tak bardzo jak właścicielka owych, w której przez dłuższą chwilę walczyły zawstydzenie i radość, ponieważ niedaleko grupka chłopców siedziała, a wiadomo: dobra reklama nie jest zła...
Drań zrobił furorę, właścicielka prawdopodobnie również. Kiedy jednak zdziwiony drań, któremu zwróciłam cichutko uwagę, że tak się nie robi odpowiedział, iż przecież on mówił do mnie tylko, przypomniało mi się...
... jak to moja współlokatorka z pokoju w akademiku każdego wieczora robiła dla swojego oblubieńca prawie-striptease w oknie... I jak to za nic sobie wytłumaczyć nie dawała, że oprócz jej wybranka widzi ją co najmniej połowa mieszkańców akademika na wprost naszego...
No cóż... świat dziecka i świat studenta jest jednak równie beztroski ;) klik
... a taki krzyk i takie podniecenie zapowiadają zazwyczaj dość spektakularne wydarzenie...
- Śopać mamusiu!!! śopać - i tu wskazał rączką - ale ta pani ma duzie cycy!!! mamusiu śopać!!!! - no zauważyłam... i ja i reszta ludzi, którzy spędzali czas równie miło.
Na początku to nawet próbowałam udać, że drań ma coś innego na myśli, ale kiedy trzyletni fascynant kobiecej anatomii zapytał, "ci jestem gucha, ci co" , to już mogłam jedynie dołączyć do publicznego rozbawienia się...
Wstyd, nie wstyd... Dziecko świat werbalizuje i cieszy się z nowych odkryć... Trochę się jednak zakłopotałam, chociaż nie tak bardzo jak właścicielka owych, w której przez dłuższą chwilę walczyły zawstydzenie i radość, ponieważ niedaleko grupka chłopców siedziała, a wiadomo: dobra reklama nie jest zła...
Drań zrobił furorę, właścicielka prawdopodobnie również. Kiedy jednak zdziwiony drań, któremu zwróciłam cichutko uwagę, że tak się nie robi odpowiedział, iż przecież on mówił do mnie tylko, przypomniało mi się...
... jak to moja współlokatorka z pokoju w akademiku każdego wieczora robiła dla swojego oblubieńca prawie-striptease w oknie... I jak to za nic sobie wytłumaczyć nie dawała, że oprócz jej wybranka widzi ją co najmniej połowa mieszkańców akademika na wprost naszego...
No cóż... świat dziecka i świat studenta jest jednak równie beztroski ;) klik
wtorek, 6 maja 2008
filozoficzna opowiastka z maila
Pewien filozofujący profesor stanął pewnego dnia przed swymi studentami i położył przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął ogromny słój i wypełnił go po brzegi dużymi kamieniami. Gdy to zrobił, zapytał studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili. Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko potrząsnął. Żwir stoczył się w wolną przestrzeń między kamieniami. Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny, a oni ze śmiechem przytaknęli. Profesor wziął zatem pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolną przestrzeń.
Profesor powiedział: słój jest jak Wasze życie...
Kamienie - to ważne rzeczy w życiu: rodzina, partner, dzieci, zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione. Żwir - to inne, mniej ważne rzeczy: mieszkanie, dom albo auto. Piasek natomiast symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym ciężką pracę. Jeżeli jednak najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już w nim miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie... Tak jest też w życiu: jeśli poświęcicie całą energię na drobne rzeczy, nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Reszta to piasek...
PS. dzięki :)
Profesor powiedział: słój jest jak Wasze życie...
Kamienie - to ważne rzeczy w życiu: rodzina, partner, dzieci, zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione. Żwir - to inne, mniej ważne rzeczy: mieszkanie, dom albo auto. Piasek natomiast symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym ciężką pracę. Jeżeli jednak najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już w nim miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie... Tak jest też w życiu: jeśli poświęcicie całą energię na drobne rzeczy, nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Reszta to piasek...
PS. dzięki :)
poniedziałek, 5 maja 2008
Pani jest...
... ostatnio rozproszona... A w chwili obecnej zaniepokojona nieco. Hm... nie! Skłamałam!!! Toż pani zaniepokojona jest bardzo poważnie...
Pani bowiem właśnie rozmyślała o tym i o owym i rozmowę pewną wiodła, pani przy tym caberneta sączyła sobie, głaszcząc nóżkę lampki owym wypełnionej... Pani chciała łyczek wysączyć i... no i się okazało, że zawartość wyparowała! No tak to się nie godzi!! Normalnie sauvignon rocznika pewnego ulega przemianie z cieczy w gaz... Hm... dzieją się jednak wokół mnie rzeczy niezwykłe... Ale o tym to akurat pani przekonała się wielokrotnie w ciągu dni ostatnich...
Pani sama nawet jakby się ulatniać zaczynała, a raczej wena pani... Pani dnia każdego trzyma drżącą rękę na lewym przycisku myszy, podczas gdy kursor ustawiony jest na poleceniu "kasuj blog". Ale nie... nie ten blog oczywiście. Inny taki. Taki, co to w nim pani więcej niż tu. Może nie ilościowo pani więcej w nim, ale poglądowo na pewno.
Pani jednak jest zbyt próżna, aby to uczynić. Pani o tym dobrze wie... Panią i to męczy...
I pani jakoś ostatnio taka nijaka. Widzi to osób kilka... A może więcej niż kilka, ale tylko podłota potrafi pani to zarzucić bez skrupułów. Jednak podłota jak i pani cynik i śmiałość ma, a pani szczerość u facetów ceni ogromnie.
I tak Wam pani tu pisze o tym i o owym, a myśli pani biegną albo szybciej, albo wiszą gdzieś ponad, albo stukot pani obcasów zagłuszają nawet tętno pani... i raczej cenzury bloga dla wszystkich i tych dorosłych również nie przechodzą.
Tak więc moi drodzy... pani jest. I to chyba informacja ważna. Ale czy pani jest sobą obecnie? Tego pani nie wie. Pani pisze, ale a sobie a muzom, a Wam...
Bo to chyba maj tak panią determinuje i rozum odbiera i wenę rozszczepia i na drobne rozmienia i... i pani na dodatek w tym z nóżką nic się z gazu w ciecz nie zmieniło... Normalny... maj...!! klik
Pani bowiem właśnie rozmyślała o tym i o owym i rozmowę pewną wiodła, pani przy tym caberneta sączyła sobie, głaszcząc nóżkę lampki owym wypełnionej... Pani chciała łyczek wysączyć i... no i się okazało, że zawartość wyparowała! No tak to się nie godzi!! Normalnie sauvignon rocznika pewnego ulega przemianie z cieczy w gaz... Hm... dzieją się jednak wokół mnie rzeczy niezwykłe... Ale o tym to akurat pani przekonała się wielokrotnie w ciągu dni ostatnich...
Pani sama nawet jakby się ulatniać zaczynała, a raczej wena pani... Pani dnia każdego trzyma drżącą rękę na lewym przycisku myszy, podczas gdy kursor ustawiony jest na poleceniu "kasuj blog". Ale nie... nie ten blog oczywiście. Inny taki. Taki, co to w nim pani więcej niż tu. Może nie ilościowo pani więcej w nim, ale poglądowo na pewno.
Pani jednak jest zbyt próżna, aby to uczynić. Pani o tym dobrze wie... Panią i to męczy...
I pani jakoś ostatnio taka nijaka. Widzi to osób kilka... A może więcej niż kilka, ale tylko podłota potrafi pani to zarzucić bez skrupułów. Jednak podłota jak i pani cynik i śmiałość ma, a pani szczerość u facetów ceni ogromnie.
I tak Wam pani tu pisze o tym i o owym, a myśli pani biegną albo szybciej, albo wiszą gdzieś ponad, albo stukot pani obcasów zagłuszają nawet tętno pani... i raczej cenzury bloga dla wszystkich i tych dorosłych również nie przechodzą.
Tak więc moi drodzy... pani jest. I to chyba informacja ważna. Ale czy pani jest sobą obecnie? Tego pani nie wie. Pani pisze, ale a sobie a muzom, a Wam...
Bo to chyba maj tak panią determinuje i rozum odbiera i wenę rozszczepia i na drobne rozmienia i... i pani na dodatek w tym z nóżką nic się z gazu w ciecz nie zmieniło... Normalny... maj...!! klik
kobieca intuicja...
... nie ma sobie równych. Podobno...
Wikipedia definiuje ją jako proces myślowy, który polega na bardzo szybkim dopasowaniu danej sytuacji do poznanych wcześniej szablonów i zależności. Jest to coś w rodzaju nagłego przebłysku myślowego, w którym dostrzegamy pewną myśl, będącą rozwiązaniem naszego problemu lub odpowiedzią na nurtujące nas pytanie. Jest procesem podświadomym, którego nie można kontrolować - można jedynie dopuszczać lub odrzucać podawane przez rozwiązania.
Często jednak mylona jest ona z przeczuciem o podłożu emocjonalnym...
I o tym wikipedia pisze również...
Wiem to... Wszystko to wiem... a jednak po raz setny w dniu dzisiejszym ową definicję czytam...
I nie wiem... Nie wiem, czy to moja intuicja, która nigdy mnie nie zmyliła jeszcze, czy to może moje emocje, które zawsze zbyt wielkie, zbyt oczywiste, zbyt szalone... zbyt śmiałe...
I nie wiem, czy to intuicja, czy emocje do pewnych wniosków mnie odsyłają... I czy faktycznie jestem świadoma swojej siły i swoich pragnień, swoich możliwości i swojej determinacji w niektórych sprawach...
Wikipedia definiuje ją jako proces myślowy, który polega na bardzo szybkim dopasowaniu danej sytuacji do poznanych wcześniej szablonów i zależności. Jest to coś w rodzaju nagłego przebłysku myślowego, w którym dostrzegamy pewną myśl, będącą rozwiązaniem naszego problemu lub odpowiedzią na nurtujące nas pytanie. Jest procesem podświadomym, którego nie można kontrolować - można jedynie dopuszczać lub odrzucać podawane przez rozwiązania.
Często jednak mylona jest ona z przeczuciem o podłożu emocjonalnym...
I o tym wikipedia pisze również...
Wiem to... Wszystko to wiem... a jednak po raz setny w dniu dzisiejszym ową definicję czytam...
I nie wiem... Nie wiem, czy to moja intuicja, która nigdy mnie nie zmyliła jeszcze, czy to może moje emocje, które zawsze zbyt wielkie, zbyt oczywiste, zbyt szalone... zbyt śmiałe...
I nie wiem, czy to intuicja, czy emocje do pewnych wniosków mnie odsyłają... I czy faktycznie jestem świadoma swojej siły i swoich pragnień, swoich możliwości i swojej determinacji w niektórych sprawach...
niedziela, 4 maja 2008
rozmowy damsko-męskie...
... czyli małżeńskie, ale tym razem z sensacją w tle...
mężuś: patrz - mama w samych majtkach biega!
ja: bo właśnie się oglądam i zastanawiam, czy się odchudzać czas zacząć
mężuś: anorektyczek nie lubię!!!!!
No dobra! Tylko skąd on ma taką wiedzę o swoich preferencjach anorektyczek dotyczących? Hm... :)
mężuś: patrz - mama w samych majtkach biega!
ja: bo właśnie się oglądam i zastanawiam, czy się odchudzać czas zacząć
mężuś: anorektyczek nie lubię!!!!!
No dobra! Tylko skąd on ma taką wiedzę o swoich preferencjach anorektyczek dotyczących? Hm... :)
sobota, 3 maja 2008
blondynką...
... nigdy nie byłam... Do czasu, aż się na blond przefarbowałam... Ponoć blond nawet do mnie pasował...
Hm... No i jak tu tego sobie teraz nie uświadomić, skoro od wczoraj ślubny co kilka minut wzdycha, żem blondynka? No ale jak tu nie być blondynką, skoro ma się trochę tych jasnych pasem na głowie, a poza tym się dostało nowy sprzęcior, który jakoś dziwnie się zachowuje i obsługa odbiega nieco od tego poprzedniego... No bo jak to tak bez kabelka i myszki i klawiatury osobno ogarnąć można tak od już?... No nie da się przecież, więc nie dziwne, że i ja na pomoc ślubnego co minut kilka wołać muszę...
Przydatny taki mąż czasem... I zmyślny - już wiem, dlaczego zakup zaplanował na długi weekend... Toż przecież rozsadziłabym mu głowę pytaniami przez telefon, albo bym sama dojść do ładu ze wszystkim próbowała.
Hm... No i jak tu tego sobie teraz nie uświadomić, skoro od wczoraj ślubny co kilka minut wzdycha, żem blondynka? No ale jak tu nie być blondynką, skoro ma się trochę tych jasnych pasem na głowie, a poza tym się dostało nowy sprzęcior, który jakoś dziwnie się zachowuje i obsługa odbiega nieco od tego poprzedniego... No bo jak to tak bez kabelka i myszki i klawiatury osobno ogarnąć można tak od już?... No nie da się przecież, więc nie dziwne, że i ja na pomoc ślubnego co minut kilka wołać muszę...
Przydatny taki mąż czasem... I zmyślny - już wiem, dlaczego zakup zaplanował na długi weekend... Toż przecież rozsadziłabym mu głowę pytaniami przez telefon, albo bym sama dojść do ładu ze wszystkim próbowała.
czwartek, 1 maja 2008
... prawie o północy...
... można również rozmyślać... I sączyć ulubione, i wpatrywać się w czerwień tego, co ulubione... I czuć smak, który smakuje nieco inaczej.
I można rozmyślać. A te nocne rozmyślania prowadzą zazwyczaj do uogólnień dziwnych.
Chyba potrzebuję urlopu... Wcale nie musi być długi, słoneczny, nad morzem... Może być dwudniowy, domowy... Byle był w ciszy i spokoju...
... oddaliłam się od mojej ciszy i mojego spokoju... Zbyt dużo słów ostatnio i dźwięków, a nie ich potrzebuję...
I można rozmyślać. A te nocne rozmyślania prowadzą zazwyczaj do uogólnień dziwnych.
Chyba potrzebuję urlopu... Wcale nie musi być długi, słoneczny, nad morzem... Może być dwudniowy, domowy... Byle był w ciszy i spokoju...
... oddaliłam się od mojej ciszy i mojego spokoju... Zbyt dużo słów ostatnio i dźwięków, a nie ich potrzebuję...
burza...
... dzisiaj przeszła nad nami. Pierwsza majowa burza w tym roku, dająca przeźroczyste i lekkie powietrze. Takie, które chce się wciągać w siebie, delektując się jego zapachem i smakiem.
Taaak... burza to najpiękniejsze dla mnie wejście w maj. Oczyszcza i rozładowuje napięcie... Po nim może być już tylko pełnia przedsmaku feerii barw, zapachów i smaków, kuszących perspektywą upału i pozornego bezruchu... klik
Taaak... burza to najpiękniejsze dla mnie wejście w maj. Oczyszcza i rozładowuje napięcie... Po nim może być już tylko pełnia przedsmaku feerii barw, zapachów i smaków, kuszących perspektywą upału i pozornego bezruchu... klik
Subskrybuj:
Posty (Atom)